W Medellin spotkalem sie z Tomaszem, pilotem poznanym w Egipcie i od prawie tygodnia jezdzimy razem. W dawnym miescie karteli narkotykowych mielismy pomysl zeby pochodzic po slamsach. Wloczylismy sie 3 godziny po biedniejszych dzielnicach ale jak na typowe wyobrazenie o slamsach bylo w miare zamoznie. Medellin to w koncu najbogatsze miasto w Kolumbii. Ladnie polozone miedzy gorami, idac caly czas pod gore wyszlismy praktycznie za miasto. Jest to rownierz jedyne miasto w Kolumbii majace 4 linie metra, z czego dwie to zwykle kolejki gondolkowe, prowadzace nad gorszymi dzielnicami. Widoki nienajgorsze, szkoda tylko ze padalo. Potem nocny autobus do Popayan, kolonialnego miasta, gdzie zabawilismy jeden dzien i nastepnie dotarlismy do San Augustin, malego miasteczka po wschodniej stronie Andow. Wystarczylo wjechac wyzej w gory zeby poprawil mi sie humor. W 6 godzin w rozklekotanym autobusie pokonalismy jakies 130 km, prawie caly czas po szutrowych drogach. Krajobrazy poki co nie sa wysokogorskie, powinny sie zaczac bardziej na poludnie. Jestesmy mniej wiecej na 1700 n.p.m. i gory w wiekszosci przypominaja polskie besidy, nie liczac pojawiajacych sie co jakis czas glebokich kanionow i wodospadow i duzo gestzej roslinnosci.
W okolicach San Augustin jest kilkanascie stanowisk archeologicznych kultur prekolumbijskich, po ktorych zostalo kilkaset kamiennych rzezb znajdowanych w grobowcach. Zaraz po przyjezdzie zostalismy zaatakowani przez miejscowa informacje turystyczna (w miescie majacym 13 tys mieszkancow naliczylem 5 roznych IT) oferujaca zakwaterowanie i wycieczki po okolicy jeepem lub konno. Z koni zrezygnowalismy, zato wzielismy prawie calodniowa przejazdze jeepem po okolicy za 30 tys peso (15$). Cena wydawala sie niezla, zrozumielismy, ze lunch wliczony, dodatkowo przewodnik lonely planet donosi, ze wstepy poza San Agustin sa za darmo. Wyszlo troszke inaczej.. Na wstepie doplata 3 tys bo nie zebrala sie wymagana liczba osob, wstepy do muzeum, parku archeologicznego i punkt widokowy. Za zarcie tez trzeba bylo wybulic. Lacznie wyszlo dodatkowe 15 tys, o ktorych nikt nie uprzedzal.. W sumie mozna bylo sie spodziewac ale duma zawodowa ucierpiala:D
3 komentarze:
Hehe, trafiła kosa na kamień :D
Adaś, może widziałeś ten temat
http://www.odyssei.com/forum/index.php?showtopic=88331
Koleś jest niesamowity i teraz jest chyba w Peru. Moze sie na niego natkniesz :D
kiedyś jakiś nowy wpis?
Prześlij komentarz