Za 3 godziny mam autobus do Konstantynopola. Cena, smiesznie niska - 33$ za ponad 2000km. Do Tabrizu dotarlem dzisiaj po poludniu. Znowu mialem podobna przygode z biletami jak w Bandar.. Czlowiek powinnien sie uczyc na bledach i dopytac o godzine odjazdu a nie wierzyc w znajomosc angielskiego sprzedawcow. Mialem przez to przymosowy nocleg w Arabil. Przynajmniej odgladnolem sobie wczoraj lige angielska. Wczesniej bylem jeszcze jeden dzien w Masuleh, kolejnej starej wiosce w gorach nad Morzem Kaspijskim. Gory w tej czesci Iranu roznia sie tym od reszty kraju, ze porosniete sa gestymi lasami. Naprawde piekny widok, zwlaszcza wiosna, gdy wszytsko wlasnie rozkwita.
W stolicy Bizancjum bede w srode rano, wiec wieczorkiem pewnie sie schleje na lidze mistrzow. Milo bedzie wypic sobie piwko po 40 dnich abstynencji:D
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
czwartek, 3 kwietnia 2008
Ramsar
Jestem nad Morzem Kaspijskim w Ramsar. Miasteczko calkiem przyjemne, okolica przypomina troche Batumi w Gruzji. Podobnie jak tam zamglone wzgorza schodza prosto do morza. Jest tylko troche mniej tropikalnej roslinnosci. Zaszalelem i wynajolem apartament za 30$ na dwa dni. Mam salon z telewizorem, sypialnie, kuchnie i lazienke z europejskim kiblem:D
środa, 2 kwietnia 2008
Teheran po raz trzeci
Alex pojechal do Syrii, a ja przez ostatni tydzien wloczylem sie po iranskim Kurdystanie. Jedna kurdyjska czarna owca trafila sie w Zahedanie ale generalnie Kurdowie wyrozniaja sie na plus nawet biorac pod uwage super wysokie iranskie standardy goscinnosci. Trzy razy goscilem w roznych domach, w Marivan, malym miescie tuz pod granica iranska prawie sie poklocili kto bedzie mial zaszczyt mnie przyjac:D
Z Qazvin pojechalem do Soltanijech obejrzec najwieksza ceglana kopule na swiecie, potem jazda do Zanjan i Bijar. Z Bijar zrobilem sobie jednodniowa wycieczke do Takht-e Soleiman, kiedys najwazniejszej w Persji swiatyni ognia. Ruiny polozone na szczycie wygaslego wulkanu z jeziorkiem w kraterze. Potem jazda do Sanadaj, stolicy Kurdystanu i Marivan. W Marivan poznalem super ludzi, studenta anglistyki, poczatukajcego rezysera, ktory kreci film o jeziorze Zarivar, polozonym 3 km od miasta. Super miejsce zeby pospacerowac i polezec przy brzegu. Nie obylo sie bez kompieli w jeziorze, wymuszonej przez moja niefrasobliwosc. W Marivan maja klub kajakarstwa gorskiego. Chcialem sobie poplywac kajakiem gorskim, myslalem, ze to latwizna jak w zwyklym kajaka. Trzy ruchy i wywrotka:D Pojawil sie problem jak tu wycisnac moje mokre ciuchy, wokol spacerowaly rodziny, zanosilo sie prawie na publicfzny striptiz. Chlopaki jaks mnie zaslonili i dalem rade. Potem przebrali mnie w lokalny kurdyjski stroj, z szerokimi portkami. Zdecydowana wiekszosc nadal nosi je na codzien.
Z Marivan pojechalem do Howraman, najstarszej kurdyjskiej wioski, polozonej wysoko w dolinie na stromym zboczu. Domy bydowane sa w ten sposob, ze dachy jednego pozimou sa podlaga nastepnych domow lub fragmentem ulicy. Na miejscu wynajo9lem samochod zeby przejechac ostatnie 60 km na droga strone gor. LP opisuje droge jako mala namiastke Karakorum Highway. Najpierw przelecz, chyba cos pod 2800 m n.p.m. Asfalt sie skonczyl (powrocil po drogiej stronie), droga szutrowa, zaspy sniegu dochdzily do 3 metrow, miejscami plynela droga, a moj kierowca zapieprzal w gore swoim starym Paykanem. Widocznosc nie byla najlepsza, ale to co zobaczylem w zupelnosci wystarczylo. Po drodze setki Iranczykow piknikujacych w gorach. Akurat byl to ostatni dzien nowego roku i wedlug tradycji wszyscy staraja sie obcowac wtedy z przyroda. 60 km zajelo 3 godziny. Zmeczony i glodny dotarlem do Paveh, pierwszego wiekszego miasteczka. Tarnsportu publicznego nie bylo, probowalem stpoa, ale wszystkie samochody zaladowane rodzinami. Niektorzy nie bardzo mogli pojac co robie, widac idea stopa jeszcze tam nie do wszystkich dotarla. Jakis taksokarz tak bardzo chcial mnie zawiesc na dworzec, ze w koncu uleglem i po 2 godzinach wsiadlem w nocny autobusu do Teheranu i dzisiaj rano zameldowalem sie po raz trzeci w Hotelu Mashad. Poczatkowo mialem jechac do Tabriz, ale dotre tam od drogiej strony, po drodze zaliczajc jeszcze Morze Kaspijskie.
Z Qazvin pojechalem do Soltanijech obejrzec najwieksza ceglana kopule na swiecie, potem jazda do Zanjan i Bijar. Z Bijar zrobilem sobie jednodniowa wycieczke do Takht-e Soleiman, kiedys najwazniejszej w Persji swiatyni ognia. Ruiny polozone na szczycie wygaslego wulkanu z jeziorkiem w kraterze. Potem jazda do Sanadaj, stolicy Kurdystanu i Marivan. W Marivan poznalem super ludzi, studenta anglistyki, poczatukajcego rezysera, ktory kreci film o jeziorze Zarivar, polozonym 3 km od miasta. Super miejsce zeby pospacerowac i polezec przy brzegu. Nie obylo sie bez kompieli w jeziorze, wymuszonej przez moja niefrasobliwosc. W Marivan maja klub kajakarstwa gorskiego. Chcialem sobie poplywac kajakiem gorskim, myslalem, ze to latwizna jak w zwyklym kajaka. Trzy ruchy i wywrotka:D Pojawil sie problem jak tu wycisnac moje mokre ciuchy, wokol spacerowaly rodziny, zanosilo sie prawie na publicfzny striptiz. Chlopaki jaks mnie zaslonili i dalem rade. Potem przebrali mnie w lokalny kurdyjski stroj, z szerokimi portkami. Zdecydowana wiekszosc nadal nosi je na codzien.
Z Marivan pojechalem do Howraman, najstarszej kurdyjskiej wioski, polozonej wysoko w dolinie na stromym zboczu. Domy bydowane sa w ten sposob, ze dachy jednego pozimou sa podlaga nastepnych domow lub fragmentem ulicy. Na miejscu wynajo9lem samochod zeby przejechac ostatnie 60 km na droga strone gor. LP opisuje droge jako mala namiastke Karakorum Highway. Najpierw przelecz, chyba cos pod 2800 m n.p.m. Asfalt sie skonczyl (powrocil po drogiej stronie), droga szutrowa, zaspy sniegu dochdzily do 3 metrow, miejscami plynela droga, a moj kierowca zapieprzal w gore swoim starym Paykanem. Widocznosc nie byla najlepsza, ale to co zobaczylem w zupelnosci wystarczylo. Po drodze setki Iranczykow piknikujacych w gorach. Akurat byl to ostatni dzien nowego roku i wedlug tradycji wszyscy staraja sie obcowac wtedy z przyroda. 60 km zajelo 3 godziny. Zmeczony i glodny dotarlem do Paveh, pierwszego wiekszego miasteczka. Tarnsportu publicznego nie bylo, probowalem stpoa, ale wszystkie samochody zaladowane rodzinami. Niektorzy nie bardzo mogli pojac co robie, widac idea stopa jeszcze tam nie do wszystkich dotarla. Jakis taksokarz tak bardzo chcial mnie zawiesc na dworzec, ze w koncu uleglem i po 2 godzinach wsiadlem w nocny autobusu do Teheranu i dzisiaj rano zameldowalem sie po raz trzeci w Hotelu Mashad. Poczatkowo mialem jechac do Tabriz, ale dotre tam od drogiej strony, po drodze zaliczajc jeszcze Morze Kaspijskie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)