W niedziele wykopali mnie z caffinetu o 18 wieczorem (cholerny nowy rok, zamykali wczesniej) i nie zdazylem zaladowac wiekszej ilosci zdjec.
Poniedzialek. Probowalismy sie dostac autostrada "do nieba" (droga wiedzie przez gory na wysokosci okolo 4000 m n.p.m.) nad Morze Kaspijskie. Biletow nie bylo, pewnie pol Teherenu wybieralo sie w te strony. Decyzja, jedziemy do Gazhor Chan, najwiekszej twierdzy Assasnow w gorach na pln-zach od Teheranu (2200 m n.p.m.). W Gazor mieszkal slynny Starzec z Gor, a Assasynow wymiotl stamtad dopiero Hulagu Chan. Miejsce cudowne, kompetnie inny swiat. Droga wije sie przez przelecze z niesamowitymi widokami na gory (najwyzsze szyty ponad 4000). W zasadzie po raz pierwszy zobaczylismy zielona trawe, fajne uczucie po ponad trzech tygodniach ogladania nagich zboczy. Zatrzymalismy sie na dwie noce w wiosce tuz pod ruinami na dwie nocki. Hotel oferuje jeden pokoj z tarasem z widokiem na glowny pplac wioski. Po poludniu wizyta na zamku, a potem krotki spacer do kanionu pod wioska. Glebokosc jakies 40-50 metro, szerokosc miejscami metr. Sciany pionowe, zjechalismy na tylkach na dol, jeszcze dzisiaj jestem caly poharatany. Trudniej bylo sie wydostac, wspinaczka zajela prawie 40 minut.
Nastepnego dnia postanawiamy zdobyc jeden z okolicznych szczytow (wedlug mapy 3300). Jak przystalo na porzadnych "alpinistow" wyruszylismy chwile po 11. Sciezki zadnej nie znalezlismy wiec poszlsmy troche na pale. Na poczatek male hardkorowe wzniesienie. Stromizna niezla, w dodatku wchodzilo sie jak po piaskowej wydmie, z kazdym krokiem ziemia sie osowala spod nog. Pozniej bylo troche lepiej, po krotkim szasie zlokalizowalem przelecz. Trzeba bylo tylko przetrawersowac zbocze i potem prosto w gore. Wydawalo sie, ze to latwizna, ale znowu bylo osowisko kamienisto-piaszczyste. Pok koniec robilem przerwy co kilkanascie krokow:D Na przeleczy sporo sniegu. Pod czyms co poczatkowo wyglkadalo na szczyt spotkalismy sie z Alexem. Nie mogl przetrawersowac zbocza z powodu kiepskich butow (caly czas sie osowal) i wybral trudniejsze podejscie przez miejscami prawie pionowa sciane. Mowi, ze to najglpusza rzecz jaka w zyciu zrobil. Dwa razy spadl z kilku metro, skrecajac lekko kosteke. Szczyt niestety jnie okazal sie byc szczytem, zmajaczyl nam nowy. Alex zostal, ja postanowilem zdobyc badz co badz najwyzsza gore w moim dotychczasowym zyciu:D. Dodatkowe 20 minut wspinaczki, jedynie po to by odkryc, ze prawdziwy szczyt jest przynajmniej nastepne 30 min dalej:/ Bylo juz pono, 15.30 wiec postanowielm zawrocic. Wchodzenie zajelo troche ponad 4 godziny. Zejsciu bylo juz latwe, zlezdzalismy na butach po osuwiskach.
Z Gazor mozna przejsc przez gory nad Morze Kaspijsckie. Podobno da sie to zrobic nawet w jeden dzien. Zastanawialem sie nad tym ale nie bez rakow (zdobyc w wiosce sie nie dalo) i z moim kusym spiworkiem w razie noclegu mogloby byc nie wesolo. Dodatkowo dzisiaj popsula sie pogoda i wrocilismy do "cywilizacji".
Zapominailem napisac co bylo po Mashadzie. Zemsta Imama zostala zatrzymana, poszlismy zwiedzic sanktuarium. Do srodka nie mozna wnosic aparatow, ale miejscowi cykaja fotki komorkami. Spora czesc kompleksu jest niedostepna dla niewiernych. Tlum wielki, wiec weszlismy do mausoleum nie zauwazeni i zeszczescilismy swoimimi niewiernymi stopami miejsce wieczystego spoczynku slynnego Imama:D. Potem zaladowalismy sie w autobus do Teheranu, super nowiutka Scania, kupa miejsca na nogi. Jak zwykle nie obylo sie bez atrakcji. Kierowca w srodku nocy przysypial i jezdzil zakosami..Alex przysiadl sie do niego i przez godzine zabawial rozmowa. W niedziele rano dotarlismy do Teheranu. Poszedlem zwiedzac mausoleum Chomeiniego. Jak dlugo zyje takiego kiczu jeszcze nie widzialem. Buduja juz to prawie 20 lat i daleko jeszcze do zakonczenia. Pewnie predziej Islamska Republika Iranu upadnie. Amin z Esfahanu jest otymista i mowi, ze za 3 lata wykopia Alatollacho. Mam nadzieje, ze ma racje, przyjade wtedy do Iranu poszukac sobie dziewczyny:D Iranki sa naprawde ladne, mimo wszytskich czador itp.
ps. wrzucilbym zdjecia ale siedzi ze mna dwoch chlopakow, pokazali nam droge do caffenetu i nie chca sie odczepic. Przysiedli sie i zagladaja mi caly czas przez ramie. Mam juz ich serdecznie dosc. Jak zaczne obrabiac zdjecia to nie dadza mi spokoju. Cierpliwosci!
środa, 26 marca 2008
niedziela, 23 marca 2008
sobota, 22 marca 2008
Mashad
Dzieki za maile z pytaniami czy zyje, widac ktos czasem tu zaglada:) Nie pisalem bo byly problemy z dotarciem do internetu. W tydzien zrobilismy jakies 1600 km wzdluz poludniowej i wschodniej granicy Iranu. Ale po kolei:
W zeszla niedziele (jesli byla to niedziele, generalnie stracilem poczucie czasu) po krotkiej wizycie w Mahan (przepiekne ogrody praktyznie na srodku pustyni) dotarlismy do Rayen. Twierdza super, zbudowana z suszonej cegly i gliny. Jedno z najlepszych miejsc dotychczas. Polecany przez Lonely Planet miejscowy wytworca nozy zaprosil nas na obiad i pokazal rodowa kolekcje: same arcydziela. Po poludniu zlapalismy stopa do Bam. Kierowca kompletny wariat pukal caly czas do bram raju, a my wraz z nim. 170 na jednopasmowej drodze, wyprzedzanie na piatego i szostego. Dodatkowo z kumplami w drogim wozie urzadzali sobie nastepujace zabawy. Nie dawal sie im wyprzedzic, mimo ze z naprzeciwka bedzil autobus. Juz, juz bylby wypadek, wtedy chamowal, dawasl sie wyprzedzic, auto mijalo sie z autobusem doslownie na 2 metry. W Bam na obwodnicy nei wytrzymalismy i kazalismy sie wysasdzic gdy pedzac 170 zaczeli sobie gadac przez okna o wyprzedzac inne auta z dwoch stron naraz. W Bam zatrzymalismy sie u poznanego dzien wczesniej handlarza daktyli. Z samej twierdzy nic nie zostalo, niby mieli odbudpwac w ciagu 5 lat (wlasnie mija), ale praktycznie nic sie nie dzieje. Samo miasto dopiero dzwiga sie z upadku. Przed trzesieniem ziemi Bam musialoby byc niewiarygodnie wspaniale, skoro 4krotnie mniejsze Rayen zrobilo na nas olbrzymie wrazenie.
Nastepny przystanek - Zahedan, przemytnicze miasto przy granicy z Pakistanem. Nie ma tam kompletnie nic do ogladania, zrobilismy tampostoj w drodze do Zabol, przy granicy z Afganistanem. Miesjc wHotelu nie bylo (w Iranie 2 dni temu obchodzono nowy rok, wedlug tradycji zoroastranskiej. Miejscowi maja 2 tyg wakacji, wiec wszyscy podrozuja po kraju owiedzajac krewnych i znajomycj krolika), poznalismy Kurda (ponoc studiuje a Zahedania, zaraz sie okaze jaki z niego byl agregat), ktory obiecal nam znalec hotel. Wraz z jego kumplem Afganczykiem, pracujacym w konsulacie afganskim wizytowalismy beludzystanskie wesele, potem mieszkanie pracownikow konsulatu. Na scianie wisial Ham,id Karzaj i Ahmad Szach Massud (zrobilem mu fotke). Nie wiem co robil tam jeszcze Chomeini. Ustalilismy z Kurdem, ze wezmiemy trojke w hotelu (3 gwiazdki, 40$ na trzech, innych opcji nie bylo). W nocy nasz nowy kolega skombinowal troche haszu, wiec wypalilismy jednego jointa. Rano mial jechac do Bam, stoczyl z nim walke w recepcji nie dajac mu zaplacic calego rachunku. Jak sie okazalo chcial cwaniak zaplacic naszymi pieniedzmi. 2 godziny potym jak sie wymeldowal Alex odkrylze starcil 250 euro, mi skradl 10$ plustroche miejscowej waluty. Alex stwierdzil, ze nie odpuszczamy, ja pognalem na dworzec z nadzieja, ze go dorwe, a Alex w asyscie policji udal sie na poszukiwania Afganczyka, kolegi Kurda. Allach mi poblogoslawil, dorwalem goscia na dworcu, zrobil sie maly tumlut, poczatkowo nikt nie wiedzial o co mi chodzi. Na szczescie znalazl sie jeden mowiacy po angielsku, przeszukali Kurda i odzyskalem cala kase. Potem jeszcze 3 godziny na posterunku policji i po sprawie. Oskarzenia nie wnieslismy wiec chyba go puscili wolno. Przykro bylo patrzec jak prawie ryczal na poserunku. W miedzyczasie Alex znalazl Afganczyka. To byl na prawdeporzadny gosc. Przerzyl szok na wiadomosc co sie stalo i z wlasnych pieniedzy chcial nam pokryc straty. Gdy juz bylo po wszystkim pyta sie czemu nie jedziemy do Afganistanu. Nie mamy wizy. No problem, w godzine bedzie:D Skorzystal bym bez wahania ala niestety w Iranie nie slyszeli o czyms takim jak wiza turystyczna wielokrotnego wiazdu. Musialbym poczekac w Afganistanie az wygasnie mi obecna wiza i na miejscu wyrobic nowa.
Bogatsi o odzyskane pienidze (miec 250euro , a nie miec 250 euroto razem 500) pojechalismy do Zabol (200 km od Zahedanu). Calkiem przyjemne misteczko, wedlug LP na bazarze na kazdym rogu mozna palic opium. Moze tak bylo 4 lata temu. W okolicy na stoku jedynej gory sa ruiny miasta pamietajacego czasy Partow (2000 lat temu). Z gory piekny widok na pustynie.
Dzisiaj rano dotarlismy do Mashadu (900 km z Zabol, pln-wsch. naroznik Iranu), najswietszego miasta Szyitow w Iranie.Zamordowano tu 8-ego imama Reze. Cos jak nasza Czestochowa, tylko ma 3 mln mieszkancow, a wtrakcie nowego roku liczba ta ponoc moze sie nawet potroic. Nie bede opisywal jacv idioci sa na dworcu w Zabol. Rano biletu nie moglismy kupic, ponoc brak autobusow, a wieczorem stalo przynajmniej 6 gotowych do odjazdu w kierunku Mashadu,w wiekszosci pustych. Imam Reza chyba mnie nie lubi, po przyjezdzie zeslal na mnie zemste Imama (Faraona). Z dworca do swietego przybytku jest jakies 3km. jestesmy juz blisko, po drodze zwiedzilem 2 toalety dworcowe i dwa hotele. Chyba najgorsze juz p[rzeszlo,bo od godziny siedzimy w Kafinecie i nie ciagnie mnie do kibla. Nie wiem czy to stoperan zaczal dzilac, czy moze uzaleznienie od internetu:D
Wieczorem, jesli bedzie juz po zemsciue Imama, lapiemy autobus do Teheranu (14 godzin). Postaram sie niedlugo wrzucuc jakies zdjecia.
W zeszla niedziele (jesli byla to niedziele, generalnie stracilem poczucie czasu) po krotkiej wizycie w Mahan (przepiekne ogrody praktyznie na srodku pustyni) dotarlismy do Rayen. Twierdza super, zbudowana z suszonej cegly i gliny. Jedno z najlepszych miejsc dotychczas. Polecany przez Lonely Planet miejscowy wytworca nozy zaprosil nas na obiad i pokazal rodowa kolekcje: same arcydziela. Po poludniu zlapalismy stopa do Bam. Kierowca kompletny wariat pukal caly czas do bram raju, a my wraz z nim. 170 na jednopasmowej drodze, wyprzedzanie na piatego i szostego. Dodatkowo z kumplami w drogim wozie urzadzali sobie nastepujace zabawy. Nie dawal sie im wyprzedzic, mimo ze z naprzeciwka bedzil autobus. Juz, juz bylby wypadek, wtedy chamowal, dawasl sie wyprzedzic, auto mijalo sie z autobusem doslownie na 2 metry. W Bam na obwodnicy nei wytrzymalismy i kazalismy sie wysasdzic gdy pedzac 170 zaczeli sobie gadac przez okna o wyprzedzac inne auta z dwoch stron naraz. W Bam zatrzymalismy sie u poznanego dzien wczesniej handlarza daktyli. Z samej twierdzy nic nie zostalo, niby mieli odbudpwac w ciagu 5 lat (wlasnie mija), ale praktycznie nic sie nie dzieje. Samo miasto dopiero dzwiga sie z upadku. Przed trzesieniem ziemi Bam musialoby byc niewiarygodnie wspaniale, skoro 4krotnie mniejsze Rayen zrobilo na nas olbrzymie wrazenie.
Nastepny przystanek - Zahedan, przemytnicze miasto przy granicy z Pakistanem. Nie ma tam kompletnie nic do ogladania, zrobilismy tampostoj w drodze do Zabol, przy granicy z Afganistanem. Miesjc wHotelu nie bylo (w Iranie 2 dni temu obchodzono nowy rok, wedlug tradycji zoroastranskiej. Miejscowi maja 2 tyg wakacji, wiec wszyscy podrozuja po kraju owiedzajac krewnych i znajomycj krolika), poznalismy Kurda (ponoc studiuje a Zahedania, zaraz sie okaze jaki z niego byl agregat), ktory obiecal nam znalec hotel. Wraz z jego kumplem Afganczykiem, pracujacym w konsulacie afganskim wizytowalismy beludzystanskie wesele, potem mieszkanie pracownikow konsulatu. Na scianie wisial Ham,id Karzaj i Ahmad Szach Massud (zrobilem mu fotke). Nie wiem co robil tam jeszcze Chomeini. Ustalilismy z Kurdem, ze wezmiemy trojke w hotelu (3 gwiazdki, 40$ na trzech, innych opcji nie bylo). W nocy nasz nowy kolega skombinowal troche haszu, wiec wypalilismy jednego jointa. Rano mial jechac do Bam, stoczyl z nim walke w recepcji nie dajac mu zaplacic calego rachunku. Jak sie okazalo chcial cwaniak zaplacic naszymi pieniedzmi. 2 godziny potym jak sie wymeldowal Alex odkrylze starcil 250 euro, mi skradl 10$ plustroche miejscowej waluty. Alex stwierdzil, ze nie odpuszczamy, ja pognalem na dworzec z nadzieja, ze go dorwe, a Alex w asyscie policji udal sie na poszukiwania Afganczyka, kolegi Kurda. Allach mi poblogoslawil, dorwalem goscia na dworcu, zrobil sie maly tumlut, poczatkowo nikt nie wiedzial o co mi chodzi. Na szczescie znalazl sie jeden mowiacy po angielsku, przeszukali Kurda i odzyskalem cala kase. Potem jeszcze 3 godziny na posterunku policji i po sprawie. Oskarzenia nie wnieslismy wiec chyba go puscili wolno. Przykro bylo patrzec jak prawie ryczal na poserunku. W miedzyczasie Alex znalazl Afganczyka. To byl na prawdeporzadny gosc. Przerzyl szok na wiadomosc co sie stalo i z wlasnych pieniedzy chcial nam pokryc straty. Gdy juz bylo po wszystkim pyta sie czemu nie jedziemy do Afganistanu. Nie mamy wizy. No problem, w godzine bedzie:D Skorzystal bym bez wahania ala niestety w Iranie nie slyszeli o czyms takim jak wiza turystyczna wielokrotnego wiazdu. Musialbym poczekac w Afganistanie az wygasnie mi obecna wiza i na miejscu wyrobic nowa.
Bogatsi o odzyskane pienidze (miec 250euro , a nie miec 250 euroto razem 500) pojechalismy do Zabol (200 km od Zahedanu). Calkiem przyjemne misteczko, wedlug LP na bazarze na kazdym rogu mozna palic opium. Moze tak bylo 4 lata temu. W okolicy na stoku jedynej gory sa ruiny miasta pamietajacego czasy Partow (2000 lat temu). Z gory piekny widok na pustynie.
Dzisiaj rano dotarlismy do Mashadu (900 km z Zabol, pln-wsch. naroznik Iranu), najswietszego miasta Szyitow w Iranie.Zamordowano tu 8-ego imama Reze. Cos jak nasza Czestochowa, tylko ma 3 mln mieszkancow, a wtrakcie nowego roku liczba ta ponoc moze sie nawet potroic. Nie bede opisywal jacv idioci sa na dworcu w Zabol. Rano biletu nie moglismy kupic, ponoc brak autobusow, a wieczorem stalo przynajmniej 6 gotowych do odjazdu w kierunku Mashadu,w wiekszosci pustych. Imam Reza chyba mnie nie lubi, po przyjezdzie zeslal na mnie zemste Imama (Faraona). Z dworca do swietego przybytku jest jakies 3km. jestesmy juz blisko, po drodze zwiedzilem 2 toalety dworcowe i dwa hotele. Chyba najgorsze juz p[rzeszlo,bo od godziny siedzimy w Kafinecie i nie ciagnie mnie do kibla. Nie wiem czy to stoperan zaczal dzilac, czy moze uzaleznienie od internetu:D
Wieczorem, jesli bedzie juz po zemsciue Imama, lapiemy autobus do Teheranu (14 godzin). Postaram sie niedlugo wrzucuc jakies zdjecia.
niedziela, 16 marca 2008
Kerman
Z Yazdu Adrian pojechal to Pakistanu, a my z Alexem nocnym autobusem do Shiraz. Sroda i Czwartek zeszla na lazeniu po fantastycznych ogrodach, bazarze i przedluzaniu wizy. W niecala godzine przedluzyli mi wize do 9 kwietnia. W czwartek wieczorem Amin i Hassan z Esfahanu przyjechali odwiedz rodzine. Dostalismy zaproszenie na impreze do Alliego, ponoc potomoka miejscowych Chanow, meza kuzynki Amina. Cos chyba jest na rzeczy bo facet wygladal jakby spal na pieniadzach. Niczym sie nie przejmujac wyciagnal mysliwskie strzelby i zaczal odpalac na wiwat. W 3 osoby obalilismy miejscowa podrobke tequili (calkiem niezla, zwlaszcza jesli sie jest na przymusowej abstynencji od 2 tygodni:D). Nas nic nie ruszylo, zato Ali spil sie kompletnie. Troche sie zdziwilem, ale okazalo sie nastepnego dnia, ze ma on iscie rosyjski zwyczaj picia do kazdego posilku. Po wygladzie mozna sadzic, ze je prawie bez przerwy.
Amin z Hassanem obiecali zawiezc nas do Persepolis. Nie obylo sie bez klopotow. Chlopaki traca glowe jak tylko zobacza samotne dziewczyny w samochodzie. Wyjazd z miasta troche zajal zwlaszcza, ze Ali nie chcial nas wypuscic bez obiadu. Wreszcie na godzine przed zamknieciem dotarlismy Persepolis. Pozostalosci nadal daja wyobrazenie o wielkosci perskiego imperium.
Wrocilismy stopem do Shiraz (lapanie zajelo dokladnie 2 minuty, podwiezli nas do samiego hotelu w centrum miasta) i nocnym autobusem udalismy sie do Bandar Abbas nad zatka perska. W planie byla wizyta na pobliskiej wyspie Hormoz z ruinami portugalskiego zamku, kapiel w morzu, a wieczorem przejazd do Kermanu we wschodnim Iranie. wszystko szlo gladko, mielismy kupione bilety na 20.30 do Kermanu. Problem pojawil sie o 20 na dworcy, gdy z rozbrajaca szczeroscia poinformowano nas, ze autobus odjechal pol godziny wczesniej. Facet w kasie biletowej zapewnial nas,ze autobus jest o 20.30, mimo, ze na bilecie bylo napisane,ze o 19.30. Niby nic trudnegho sprawdzic samemu, ale nie czytam w farsi.. Wsciekli, poszlismy reklamowac, ale zaloga biura zdazyla sie juz ewakuowac do domu. Nie pozostawalo nic innego wracac do centrum Bandar i szukac hotelu. W najtanszym hotelu polecanym przez lonely planet wolne miejsca mieli tylko w dormitorium za smieszne 2 dolce od lba. Bierzemy, dormitorium wygladalo jak szpital w czasie epidemi albo pboz pracy. 2 rzedy lozek na dachu, laczbnie chyba z 50. Wiekszosc zajeta przez uchodzcow z Afganistanu. Na szczescie bylo dosyc czysto, a calemu miejscu uroku dodaje bardzo sympatyczna recepcjonistka.
Do Kermanu dotarlismy dzisiaj kolo 17. Obylo sie bez awantury na dworcu, dali nam bez gadania nowe bilety za darmo. W sumie na tym wszystkim nie wyszlismy zle, droga wiodla glownie przez piekny plazkowyz na wysokosci okolo 1500-2000 m.n.p.m. Jutro rano lazenie po Kermanie, po poludniu jedziemy do Rayen, zwanym malym Bam, a pozniej do samego Bam zobaczyc ile zdazyli odbudowac po tzresieniu ziemi.
Amin z Hassanem obiecali zawiezc nas do Persepolis. Nie obylo sie bez klopotow. Chlopaki traca glowe jak tylko zobacza samotne dziewczyny w samochodzie. Wyjazd z miasta troche zajal zwlaszcza, ze Ali nie chcial nas wypuscic bez obiadu. Wreszcie na godzine przed zamknieciem dotarlismy Persepolis. Pozostalosci nadal daja wyobrazenie o wielkosci perskiego imperium.
Wrocilismy stopem do Shiraz (lapanie zajelo dokladnie 2 minuty, podwiezli nas do samiego hotelu w centrum miasta) i nocnym autobusem udalismy sie do Bandar Abbas nad zatka perska. W planie byla wizyta na pobliskiej wyspie Hormoz z ruinami portugalskiego zamku, kapiel w morzu, a wieczorem przejazd do Kermanu we wschodnim Iranie. wszystko szlo gladko, mielismy kupione bilety na 20.30 do Kermanu. Problem pojawil sie o 20 na dworcy, gdy z rozbrajaca szczeroscia poinformowano nas, ze autobus odjechal pol godziny wczesniej. Facet w kasie biletowej zapewnial nas,ze autobus jest o 20.30, mimo, ze na bilecie bylo napisane,ze o 19.30. Niby nic trudnegho sprawdzic samemu, ale nie czytam w farsi.. Wsciekli, poszlismy reklamowac, ale zaloga biura zdazyla sie juz ewakuowac do domu. Nie pozostawalo nic innego wracac do centrum Bandar i szukac hotelu. W najtanszym hotelu polecanym przez lonely planet wolne miejsca mieli tylko w dormitorium za smieszne 2 dolce od lba. Bierzemy, dormitorium wygladalo jak szpital w czasie epidemi albo pboz pracy. 2 rzedy lozek na dachu, laczbnie chyba z 50. Wiekszosc zajeta przez uchodzcow z Afganistanu. Na szczescie bylo dosyc czysto, a calemu miejscu uroku dodaje bardzo sympatyczna recepcjonistka.
Do Kermanu dotarlismy dzisiaj kolo 17. Obylo sie bez awantury na dworcu, dali nam bez gadania nowe bilety za darmo. W sumie na tym wszystkim nie wyszlismy zle, droga wiodla glownie przez piekny plazkowyz na wysokosci okolo 1500-2000 m.n.p.m. Jutro rano lazenie po Kermanie, po poludniu jedziemy do Rayen, zwanym malym Bam, a pozniej do samego Bam zobaczyc ile zdazyli odbudowac po tzresieniu ziemi.
czwartek, 13 marca 2008
środa, 12 marca 2008
poniedziałek, 10 marca 2008
Esfahan-Yazd
Hej!
W piatek, nastepnego dnia po wypadku poznalismy koleujnych sympatycznych ludzi. Amin i Hassan "dopadli" nas gdy wracalismy z zaraustranskiej swiatyni ognia . Znowu bylo jezdzenie po miescie (na szczescie Hassan nie szalal i zatrzymywal sie zeby odbrac telefon -szok) i uganianie sie za irankami w szybkich samochodach. Tym razem dopisalo nam szczescie, poznalismy dwie dziewczyny, ktore na naszych oczach zwialy przed policja:D Laila zaprosla nas do domu, chata full wypas. Byly tance, hulanki, swawole, braklo tylko alkoholu. Alex zfilmowal mnie tanczacego z Lalia.
W sobote w nocy dotarlismy do Yazdu, tarego miasta na skraju pustyni. Biletow na Volvo nie bylo wiec zaladowalismy sie do przynajmniej trzydziestoletniego merca, jak zwykle na pierwsze siedzenia. Kierowaca puszczal same smetne iranskie utwory. Tylko takie sa legalne, wiekszosc iranskiej muzyki powstaje obecnie w USA i nastepnie jest przemycana do kraju. Szybko mnie to znudzilo i przezucilem sie na swoja muzyke. Kieorwca chyba czul sie troche zmeczony bo poprosil, a raczej pokazal na migi zebym mu cos puscil. Kukiz mu sie nie spodobal, tak samo Kaczmarski i Happysad, ale zato zasluchal sie w Rasputna i Bregovica:D W autobusie poznalismy zarzadce ogrodow uniwersytetu w Bam. Troche sie bal podsluchow ale bardzo chcial pogadac na tematy polityczne (jak wszyscy ponani ludzie ni liczac chlopakow, ktorzy o malo nas nie zabili pala nienawiscia do rezimu). Zaprosil nas do sibie wiec dokonczymy rozmowy za jakis tydzien w Bam.
Yazd okazal sie bardzo uroczym miastem, z przepieknym starym miastem, zbudowanym z suszonej cegly. Latwo mozna sie zgubc w plataninie ciasnych, czesciowo krytych dachem ulczek. Miasto jest poza tym centrum kultu Zaratrusztan. Dzisiaj bylismy w Chak Chak, najstarszej swiatyni ognia polozonej na pustyni jakies 80 km od miasta. Szukalismy wczoraj taryfy, ktora by nas tam zawiozla przy pomocy miejscowego sprzedawcy narzedzi (gada po nimiecku). Pierwszy taryfiaz zaspiewal 55 dolcow wiec go wysmialismy (za dolca mozna w Iranie kupic 9 litrow benzyny. Obecnie jest na kartki. Miesieczny przydzial na samochod to 30 litrow, na czarnym rynku cena jest pieciokrotnie wieksza). Dalej szukac nie musielismy bo okazalo sie, ze Reza (sprzdawca) wybiera sie z ojcem do Chak Chak. Nigdy sie nie dowiem czy na prawde sie wybierali czy tez postanowili nas tam zabrac. Ludzie w tym kraju sa chyba z innej planety. Codziennie poznajemy ludzi zapraszajacych nas do siebie. W sklepach czesto nie chca pieniedzy. Po powrocie Reza zaprosil nas do domu. Przepieknie i bogato uzadzony, az trudno uwiezyc, ze jak sobie moga na to pozwolic majac maly sklepik z narzedziami. Moze wujek, polityczny emigrant mieszkajacy w Niemczech przysyla im pieniadze? Za 2 godziny idziemy do nich na kolacje. Szykuje sie niezla uczta:)
W piatek, nastepnego dnia po wypadku poznalismy koleujnych sympatycznych ludzi. Amin i Hassan "dopadli" nas gdy wracalismy z zaraustranskiej swiatyni ognia . Znowu bylo jezdzenie po miescie (na szczescie Hassan nie szalal i zatrzymywal sie zeby odbrac telefon -szok) i uganianie sie za irankami w szybkich samochodach. Tym razem dopisalo nam szczescie, poznalismy dwie dziewczyny, ktore na naszych oczach zwialy przed policja:D Laila zaprosla nas do domu, chata full wypas. Byly tance, hulanki, swawole, braklo tylko alkoholu. Alex zfilmowal mnie tanczacego z Lalia.
W sobote w nocy dotarlismy do Yazdu, tarego miasta na skraju pustyni. Biletow na Volvo nie bylo wiec zaladowalismy sie do przynajmniej trzydziestoletniego merca, jak zwykle na pierwsze siedzenia. Kierowaca puszczal same smetne iranskie utwory. Tylko takie sa legalne, wiekszosc iranskiej muzyki powstaje obecnie w USA i nastepnie jest przemycana do kraju. Szybko mnie to znudzilo i przezucilem sie na swoja muzyke. Kieorwca chyba czul sie troche zmeczony bo poprosil, a raczej pokazal na migi zebym mu cos puscil. Kukiz mu sie nie spodobal, tak samo Kaczmarski i Happysad, ale zato zasluchal sie w Rasputna i Bregovica:D W autobusie poznalismy zarzadce ogrodow uniwersytetu w Bam. Troche sie bal podsluchow ale bardzo chcial pogadac na tematy polityczne (jak wszyscy ponani ludzie ni liczac chlopakow, ktorzy o malo nas nie zabili pala nienawiscia do rezimu). Zaprosil nas do sibie wiec dokonczymy rozmowy za jakis tydzien w Bam.
Yazd okazal sie bardzo uroczym miastem, z przepieknym starym miastem, zbudowanym z suszonej cegly. Latwo mozna sie zgubc w plataninie ciasnych, czesciowo krytych dachem ulczek. Miasto jest poza tym centrum kultu Zaratrusztan. Dzisiaj bylismy w Chak Chak, najstarszej swiatyni ognia polozonej na pustyni jakies 80 km od miasta. Szukalismy wczoraj taryfy, ktora by nas tam zawiozla przy pomocy miejscowego sprzedawcy narzedzi (gada po nimiecku). Pierwszy taryfiaz zaspiewal 55 dolcow wiec go wysmialismy (za dolca mozna w Iranie kupic 9 litrow benzyny. Obecnie jest na kartki. Miesieczny przydzial na samochod to 30 litrow, na czarnym rynku cena jest pieciokrotnie wieksza). Dalej szukac nie musielismy bo okazalo sie, ze Reza (sprzdawca) wybiera sie z ojcem do Chak Chak. Nigdy sie nie dowiem czy na prawde sie wybierali czy tez postanowili nas tam zabrac. Ludzie w tym kraju sa chyba z innej planety. Codziennie poznajemy ludzi zapraszajacych nas do siebie. W sklepach czesto nie chca pieniedzy. Po powrocie Reza zaprosil nas do domu. Przepieknie i bogato uzadzony, az trudno uwiezyc, ze jak sobie moga na to pozwolic majac maly sklepik z narzedziami. Moze wujek, polityczny emigrant mieszkajacy w Niemczech przysyla im pieniadze? Za 2 godziny idziemy do nich na kolacje. Szykuje sie niezla uczta:)
niedziela, 9 marca 2008
czwartek, 6 marca 2008
Esfahan
Hej!
Wczoraj wieczorem dotarlismy do Isfahanu. 2 godziny komfortowym volvo z Kaszanu za 2,2 chomeiniego (22000 riali, czyli troche ponad 2 $), gdzie spedzilismy poprzednia dobe. Tlum szturmowal autobus, wygladalo ze sie nie dostaniemy ale obsluga zarezerwowala nam miejsca w pierwszym rzedzie.
Dalej podrozujemy w trojke. Przechrzcilismy sie na The A Team (Alex, Adrian i Adam). Chyba tak zostanie jeszcze przez kilka dni, potem sie rozjezdzamy w roznych kierunkach. Alex ma wielkie powodzenie wsrod miejscowych. Wiekszosc iranczykow uwielbia Hitlera za wymordowanie Zydow. Dzisiaj dla swietego spokoju zaczal mowic ze jest z Lachestanu:D
Kaszan, bardzo sympatyczne male (jak na iranskie warunki) miasteczko, ledwie 150 tys mieszkancow. Pochodzilsmy po bazarze, szalony sprzedawca perfum wypsikal nas od stop do glow. Potem jak dzieci latalismy po dachu bazaru robiac zdjecia i podgladajac ludzi z ukrycia. Wieczorem szukajc knjapki, gdzie mozna by zapalic fajke spotkalismy kilku studentow. Powariowali w tym kraju! Od 6 miesiecy palenie fajki wodnej w miejscach publicznych jest zakazane! Wyglada, ze tylko w Teheranie w bogatej dzielnicy sie jakies uchowaly. Poznane chlopaki dugo nie myslaly, kupily fajke w sklepie (w domach chyba mozna jeszcze palic) i zapraly nas do podmiejskich ogrodow. W 7 osob, wliczajac w to wdumetrowego szwajcara zapakowalismy sie do taryfy. Na miejscu pelna konspiracja, palilismy ukryci, z dala od drogi:) Po powrocie liga mistrzow arsenal-milan wraz z hotelowym recepcjonista. Zaszalelismy z Alexem i kupilsimy po 2 piwa (0,5 procenta alkoholu) za astronomiczna cene 2 dolce za jedno:D
Jeszcze w Kaszanie na dworcu poznalismy dwoch studentow wracajacch do domu. Zaraz po przyjezdzie do Isfahanu zaprosili nas do domu. Nie zastanawiajac sie skorzystalismy z okazji. Rodzina bardzo zamozna. Zajmuja dwa pietra w kamienicy w bogatej dzielnicy Isfahanu. Ojciec pracuje na wysokim szczeblu w miejscowej tepsie. Pokazali nam kilka dwanow utkanych przez ich mame, calkiem niczego sobie. W Isfahanie znajduje sie centrum handlu dywanow w Iranie. O polnocy nocne zwiedzanie miasta.
Dziaiaj juz byly ekstremalne przezycia. Odwozili nas do hotelu i mielismy powazny wypadek. Kierowca, jeden z poznanych studentow, musial chyba brac lekcje u Zupki bo szalal 120 na godzine na dojezdzie do autostrady. Mijal samochody niczym w taxi. Na autostradzie na zakrecie z ograniczeniem do 70km zajechal nam droge jakis samochod (w iranie nikt nie przejmuje sie liniami pasow drogi), mielismy przynajmniej 120, troszke za duzo by wychamowac. Strzelilismy w bok tego samochodu potem on lekko w nas, obrocilo samochod o jakies 180 stopni i wyloadowalismy na trawinku. Na szczescie nikomu kompletnie nic sie nie stalo. Gdybysmy nie byli na prawym pasie prawdobodobnie pozostale auta by nas kompletnie staranowaly. W Iranie chyba jedene niebezpieczenstwo na cudzoziemcow czeka na drogach. Przechodzenie prze ulice w Teheranie jest prawdziwym wyzwaniem.
Pozdrufki!
ps. serwer sie zacial i nie moge wrzucic fotek, postaram sie wrzucic jutro.
pps. faktycznie tragicznie gra wisla, zdaje sie ze wbili ostatnio jagieloni zaledwie 5 goli:P
Wczoraj wieczorem dotarlismy do Isfahanu. 2 godziny komfortowym volvo z Kaszanu za 2,2 chomeiniego (22000 riali, czyli troche ponad 2 $), gdzie spedzilismy poprzednia dobe. Tlum szturmowal autobus, wygladalo ze sie nie dostaniemy ale obsluga zarezerwowala nam miejsca w pierwszym rzedzie.
Dalej podrozujemy w trojke. Przechrzcilismy sie na The A Team (Alex, Adrian i Adam). Chyba tak zostanie jeszcze przez kilka dni, potem sie rozjezdzamy w roznych kierunkach. Alex ma wielkie powodzenie wsrod miejscowych. Wiekszosc iranczykow uwielbia Hitlera za wymordowanie Zydow. Dzisiaj dla swietego spokoju zaczal mowic ze jest z Lachestanu:D
Kaszan, bardzo sympatyczne male (jak na iranskie warunki) miasteczko, ledwie 150 tys mieszkancow. Pochodzilsmy po bazarze, szalony sprzedawca perfum wypsikal nas od stop do glow. Potem jak dzieci latalismy po dachu bazaru robiac zdjecia i podgladajac ludzi z ukrycia. Wieczorem szukajc knjapki, gdzie mozna by zapalic fajke spotkalismy kilku studentow. Powariowali w tym kraju! Od 6 miesiecy palenie fajki wodnej w miejscach publicznych jest zakazane! Wyglada, ze tylko w Teheranie w bogatej dzielnicy sie jakies uchowaly. Poznane chlopaki dugo nie myslaly, kupily fajke w sklepie (w domach chyba mozna jeszcze palic) i zapraly nas do podmiejskich ogrodow. W 7 osob, wliczajac w to wdumetrowego szwajcara zapakowalismy sie do taryfy. Na miejscu pelna konspiracja, palilismy ukryci, z dala od drogi:) Po powrocie liga mistrzow arsenal-milan wraz z hotelowym recepcjonista. Zaszalelismy z Alexem i kupilsimy po 2 piwa (0,5 procenta alkoholu) za astronomiczna cene 2 dolce za jedno:D
Jeszcze w Kaszanie na dworcu poznalismy dwoch studentow wracajacch do domu. Zaraz po przyjezdzie do Isfahanu zaprosili nas do domu. Nie zastanawiajac sie skorzystalismy z okazji. Rodzina bardzo zamozna. Zajmuja dwa pietra w kamienicy w bogatej dzielnicy Isfahanu. Ojciec pracuje na wysokim szczeblu w miejscowej tepsie. Pokazali nam kilka dwanow utkanych przez ich mame, calkiem niczego sobie. W Isfahanie znajduje sie centrum handlu dywanow w Iranie. O polnocy nocne zwiedzanie miasta.
Dziaiaj juz byly ekstremalne przezycia. Odwozili nas do hotelu i mielismy powazny wypadek. Kierowca, jeden z poznanych studentow, musial chyba brac lekcje u Zupki bo szalal 120 na godzine na dojezdzie do autostrady. Mijal samochody niczym w taxi. Na autostradzie na zakrecie z ograniczeniem do 70km zajechal nam droge jakis samochod (w iranie nikt nie przejmuje sie liniami pasow drogi), mielismy przynajmniej 120, troszke za duzo by wychamowac. Strzelilismy w bok tego samochodu potem on lekko w nas, obrocilo samochod o jakies 180 stopni i wyloadowalismy na trawinku. Na szczescie nikomu kompletnie nic sie nie stalo. Gdybysmy nie byli na prawym pasie prawdobodobnie pozostale auta by nas kompletnie staranowaly. W Iranie chyba jedene niebezpieczenstwo na cudzoziemcow czeka na drogach. Przechodzenie prze ulice w Teheranie jest prawdziwym wyzwaniem.
Pozdrufki!
ps. serwer sie zacial i nie moge wrzucic fotek, postaram sie wrzucic jutro.
pps. faktycznie tragicznie gra wisla, zdaje sie ze wbili ostatnio jagieloni zaledwie 5 goli:P
poniedziałek, 3 marca 2008
teheran
Trans asya exprese okazal sie troszeczke przereklamowany. Myslem, ze bede jedynym cudzoziemcem, w pociagu pelnym iranczykow, w rzeczywistosci w moim wagonie bylo moze z 10 osob, w tym kilu plecakowcow: szwajcar jadacy do indii, niemiec, i holender planujacy jechac przez iran rowerem dalej na wschod:) zato krahobrazy spelnily oczekiwania, niekonczacer sie gory pokryte sniegiem. cala turcja na wchod od ankary tonie w sniegu. po okolo 70 godzianch dotarlismy do teherenu, akurat zeby zdazyc na ostatnie metro do hotelu. teheransie metro full wypas, a dworzec kolehowy maja, jakiegoo niedoczekamy sie pewnie w tym wieku. dwa terminale, w srodku sterylnie, byly nawet tasmy bagazowr jak na lotniskach. w niedziele lazenie posmiescie, wizyta w muzeum narodowym i pierwsze kontakty z miejscowymi. siedzialem wieczorem z szwajcarem w caffeshopie, kiedy podsadl sie miejscowy nauczyciel angielskiego. mlody gosc, 19 lat, wzol nas do prywatnego instytutu w ktorym pracuje, wzielismy udzial w lekscji angielskiego. klasa byla koedukacyjna, co w publicznym szkoalch sie moe zdaza. konwersacja calkiem ciekawa, rowniez na tematy polityczne i nuklearne:) mlodzi kleli az milo na swojego kochanego prezydenta. okazalo sie, ze nasz nowy przyjaciel jest wcale bogaty, przez kilka godzin bujalismy sie po miescie nowiutkim citroenem wraz z jego kuzynem. chlopaki chcialy chyba nam zaimponowac i pokazac miejscowe "kurtyzany", tudziez lokalny podryw. zrowanli sie z jadacym przed nami dwoma dziewczynami (kierujacy oi zgrozo nie miala chusty, czysta pornografia), nie wiem co do nich mowili, ale chyba nie bylo milo bo dziewczyny wrzucili do naszego wozu dwa worki z woda...
a dzisiaj z dwojka poznaych polakow skoczylem na nartki w gory elbrus (najwyzszy szczyt 5600 z hakiem). widoki niesamowite, droga do stoku miejscami przebita byla przez skaly. tlumow na szczescie nie bylo, sami mocno nadziani teheranczycy. dziewczyny odstrzelone az milo. porobilem nawet zdjecia tym, ktore jezdzili z odslonietymi wlosami (czyt. zadnej czapki czy chusty)!:D
a dzisiaj z dwojka poznaych polakow skoczylem na nartki w gory elbrus (najwyzszy szczyt 5600 z hakiem). widoki niesamowite, droga do stoku miejscami przebita byla przez skaly. tlumow na szczescie nie bylo, sami mocno nadziani teheranczycy. dziewczyny odstrzelone az milo. porobilem nawet zdjecia tym, ktore jezdzili z odslonietymi wlosami (czyt. zadnej czapki czy chusty)!:D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)