Przyjechalem dzisiaj do Santa Marta, najstarszej miejscowosci zalozonej przez Hiszpanow na wybrzezu karaibskim. Najstarszej ale nie najokazalszej, nie wiele sie zachowalo po minionej epoce, miasto czesto padalo lupem piratow i szybko dalo nie zdystansowac niezbyt odleglej Kartagenie.
Zostalem w Bogocie tydzien dluzej uczac sie hiszpanskiego. Od biedy idzie sie dogadac:) Na razie duzo wiecej rozumiem niz jestem wstanie powiedziec, powinienem sie z czasem rozgadac. Zdazylem poznac dwa czay terazniejsze, dwa przeszle i jeden przyszly. Teraz jest duzo czasu zeby wszystko sobie utrwalic.
Jutro ide na 6-dniowy trek do Ciudad Perdida, doslownie zaginionego, prekolumbijskiego miasta w masywie gorskim Sierra Nevada de Santa Marta (najwysze szczyty w Kolumbi, ponad 5 tys. ) Tak wysoko niedojdziemy, miasto znajude sie na niewiele ponad 1000 m.n.p.m. Zostalo odkryte po drugiej wojnie swiatowej przez miejscowych poszukiwaczy skarbow. Dostac sie tam mozna jedynie na piechote. Idzie sie 3 dni, spiac w hamakach w indianskich wioskach, jeden dzien ma sie na zwiedzenie kompleksu i w 2 dni zajmuje droga powrotna. Cala przyjemnosc kosztuje okolo 230$. Zapowiada sie ciekawie, trasa wiedzie przez tropikalna puszcze, ponoc przekraczajac rzeki trzeba niesc plecak nad soba majac wode prawie pod pachy:) Po powrocie postaram sie szybko wrzucic jakies fotki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz