sobota, 22 marca 2008

Mashad

Dzieki za maile z pytaniami czy zyje, widac ktos czasem tu zaglada:) Nie pisalem bo byly problemy z dotarciem do internetu. W tydzien zrobilismy jakies 1600 km wzdluz poludniowej i wschodniej granicy Iranu. Ale po kolei:

W zeszla niedziele (jesli byla to niedziele, generalnie stracilem poczucie czasu) po krotkiej wizycie w Mahan (przepiekne ogrody praktyznie na srodku pustyni) dotarlismy do Rayen. Twierdza super, zbudowana z suszonej cegly i gliny. Jedno z najlepszych miejsc dotychczas. Polecany przez Lonely Planet miejscowy wytworca nozy zaprosil nas na obiad i pokazal rodowa kolekcje: same arcydziela. Po poludniu zlapalismy stopa do Bam. Kierowca kompletny wariat pukal caly czas do bram raju, a my wraz z nim. 170 na jednopasmowej drodze, wyprzedzanie na piatego i szostego. Dodatkowo z kumplami w drogim wozie urzadzali sobie nastepujace zabawy. Nie dawal sie im wyprzedzic, mimo ze z naprzeciwka bedzil autobus. Juz, juz bylby wypadek, wtedy chamowal, dawasl sie wyprzedzic, auto mijalo sie z autobusem doslownie na 2 metry. W Bam na obwodnicy nei wytrzymalismy i kazalismy sie wysasdzic gdy pedzac 170 zaczeli sobie gadac przez okna o wyprzedzac inne auta z dwoch stron naraz. W Bam zatrzymalismy sie u poznanego dzien wczesniej handlarza daktyli. Z samej twierdzy nic nie zostalo, niby mieli odbudpwac w ciagu 5 lat (wlasnie mija), ale praktycznie nic sie nie dzieje. Samo miasto dopiero dzwiga sie z upadku. Przed trzesieniem ziemi Bam musialoby byc niewiarygodnie wspaniale, skoro 4krotnie mniejsze Rayen zrobilo na nas olbrzymie wrazenie.

Nastepny przystanek - Zahedan, przemytnicze miasto przy granicy z Pakistanem. Nie ma tam kompletnie nic do ogladania, zrobilismy tampostoj w drodze do Zabol, przy granicy z Afganistanem. Miesjc wHotelu nie bylo (w Iranie 2 dni temu obchodzono nowy rok, wedlug tradycji zoroastranskiej. Miejscowi maja 2 tyg wakacji, wiec wszyscy podrozuja po kraju owiedzajac krewnych i znajomycj krolika), poznalismy Kurda (ponoc studiuje a Zahedania, zaraz sie okaze jaki z niego byl agregat), ktory obiecal nam znalec hotel. Wraz z jego kumplem Afganczykiem, pracujacym w konsulacie afganskim wizytowalismy beludzystanskie wesele, potem mieszkanie pracownikow konsulatu. Na scianie wisial Ham,id Karzaj i Ahmad Szach Massud (zrobilem mu fotke). Nie wiem co robil tam jeszcze Chomeini. Ustalilismy z Kurdem, ze wezmiemy trojke w hotelu (3 gwiazdki, 40$ na trzech, innych opcji nie bylo). W nocy nasz nowy kolega skombinowal troche haszu, wiec wypalilismy jednego jointa. Rano mial jechac do Bam, stoczyl z nim walke w recepcji nie dajac mu zaplacic calego rachunku. Jak sie okazalo chcial cwaniak zaplacic naszymi pieniedzmi. 2 godziny potym jak sie wymeldowal Alex odkrylze starcil 250 euro, mi skradl 10$ plustroche miejscowej waluty. Alex stwierdzil, ze nie odpuszczamy, ja pognalem na dworzec z nadzieja, ze go dorwe, a Alex w asyscie policji udal sie na poszukiwania Afganczyka, kolegi Kurda. Allach mi poblogoslawil, dorwalem goscia na dworcu, zrobil sie maly tumlut, poczatkowo nikt nie wiedzial o co mi chodzi. Na szczescie znalazl sie jeden mowiacy po angielsku, przeszukali Kurda i odzyskalem cala kase. Potem jeszcze 3 godziny na posterunku policji i po sprawie. Oskarzenia nie wnieslismy wiec chyba go puscili wolno. Przykro bylo patrzec jak prawie ryczal na poserunku. W miedzyczasie Alex znalazl Afganczyka. To byl na prawdeporzadny gosc. Przerzyl szok na wiadomosc co sie stalo i z wlasnych pieniedzy chcial nam pokryc straty. Gdy juz bylo po wszystkim pyta sie czemu nie jedziemy do Afganistanu. Nie mamy wizy. No problem, w godzine bedzie:D Skorzystal bym bez wahania ala niestety w Iranie nie slyszeli o czyms takim jak wiza turystyczna wielokrotnego wiazdu. Musialbym poczekac w Afganistanie az wygasnie mi obecna wiza i na miejscu wyrobic nowa.

Bogatsi o odzyskane pienidze (miec 250euro , a nie miec 250 euroto razem 500) pojechalismy do Zabol (200 km od Zahedanu). Calkiem przyjemne misteczko, wedlug LP na bazarze na kazdym rogu mozna palic opium. Moze tak bylo 4 lata temu. W okolicy na stoku jedynej gory sa ruiny miasta pamietajacego czasy Partow (2000 lat temu). Z gory piekny widok na pustynie.

Dzisiaj rano dotarlismy do Mashadu (900 km z Zabol, pln-wsch. naroznik Iranu), najswietszego miasta Szyitow w Iranie.Zamordowano tu 8-ego imama Reze. Cos jak nasza Czestochowa, tylko ma 3 mln mieszkancow, a wtrakcie nowego roku liczba ta ponoc moze sie nawet potroic. Nie bede opisywal jacv idioci sa na dworcu w Zabol. Rano biletu nie moglismy kupic, ponoc brak autobusow, a wieczorem stalo przynajmniej 6 gotowych do odjazdu w kierunku Mashadu,w wiekszosci pustych. Imam Reza chyba mnie nie lubi, po przyjezdzie zeslal na mnie zemste Imama (Faraona). Z dworca do swietego przybytku jest jakies 3km. jestesmy juz blisko, po drodze zwiedzilem 2 toalety dworcowe i dwa hotele. Chyba najgorsze juz p[rzeszlo,bo od godziny siedzimy w Kafinecie i nie ciagnie mnie do kibla. Nie wiem czy to stoperan zaczal dzilac, czy moze uzaleznienie od internetu:D

Wieczorem, jesli bedzie juz po zemsciue Imama, lapiemy autobus do Teheranu (14 godzin). Postaram sie niedlugo wrzucuc jakies zdjecia.

2 komentarze:

lala pisze...

Siema, jestem pierwszy;) A tak na poważnie to swietny blog. Z twoich przygód wnioskuje ze Iran jest podobny do Dzikiego Zachodu:) Pozdrawiam i wesołych świąt!!

lanser pisze...

czyta się jak dobry thriller :) swoją drogą niezłego mieliście farta ze odnalezliscie tego cwaniaka, widac ze gosc nie nabral jeszcze praktyki w rabowaniu imperialistycznych turystow :)