Hej!
W piatek, nastepnego dnia po wypadku poznalismy koleujnych sympatycznych ludzi. Amin i Hassan "dopadli" nas gdy wracalismy z zaraustranskiej swiatyni ognia . Znowu bylo jezdzenie po miescie (na szczescie Hassan nie szalal i zatrzymywal sie zeby odbrac telefon -szok) i uganianie sie za irankami w szybkich samochodach. Tym razem dopisalo nam szczescie, poznalismy dwie dziewczyny, ktore na naszych oczach zwialy przed policja:D Laila zaprosla nas do domu, chata full wypas. Byly tance, hulanki, swawole, braklo tylko alkoholu. Alex zfilmowal mnie tanczacego z Lalia.
W sobote w nocy dotarlismy do Yazdu, tarego miasta na skraju pustyni. Biletow na Volvo nie bylo wiec zaladowalismy sie do przynajmniej trzydziestoletniego merca, jak zwykle na pierwsze siedzenia. Kierowaca puszczal same smetne iranskie utwory. Tylko takie sa legalne, wiekszosc iranskiej muzyki powstaje obecnie w USA i nastepnie jest przemycana do kraju. Szybko mnie to znudzilo i przezucilem sie na swoja muzyke. Kieorwca chyba czul sie troche zmeczony bo poprosil, a raczej pokazal na migi zebym mu cos puscil. Kukiz mu sie nie spodobal, tak samo Kaczmarski i Happysad, ale zato zasluchal sie w Rasputna i Bregovica:D W autobusie poznalismy zarzadce ogrodow uniwersytetu w Bam. Troche sie bal podsluchow ale bardzo chcial pogadac na tematy polityczne (jak wszyscy ponani ludzie ni liczac chlopakow, ktorzy o malo nas nie zabili pala nienawiscia do rezimu). Zaprosil nas do sibie wiec dokonczymy rozmowy za jakis tydzien w Bam.
Yazd okazal sie bardzo uroczym miastem, z przepieknym starym miastem, zbudowanym z suszonej cegly. Latwo mozna sie zgubc w plataninie ciasnych, czesciowo krytych dachem ulczek. Miasto jest poza tym centrum kultu Zaratrusztan. Dzisiaj bylismy w Chak Chak, najstarszej swiatyni ognia polozonej na pustyni jakies 80 km od miasta. Szukalismy wczoraj taryfy, ktora by nas tam zawiozla przy pomocy miejscowego sprzedawcy narzedzi (gada po nimiecku). Pierwszy taryfiaz zaspiewal 55 dolcow wiec go wysmialismy (za dolca mozna w Iranie kupic 9 litrow benzyny. Obecnie jest na kartki. Miesieczny przydzial na samochod to 30 litrow, na czarnym rynku cena jest pieciokrotnie wieksza). Dalej szukac nie musielismy bo okazalo sie, ze Reza (sprzdawca) wybiera sie z ojcem do Chak Chak. Nigdy sie nie dowiem czy na prawde sie wybierali czy tez postanowili nas tam zabrac. Ludzie w tym kraju sa chyba z innej planety. Codziennie poznajemy ludzi zapraszajacych nas do siebie. W sklepach czesto nie chca pieniedzy. Po powrocie Reza zaprosil nas do domu. Przepieknie i bogato uzadzony, az trudno uwiezyc, ze jak sobie moga na to pozwolic majac maly sklepik z narzedziami. Moze wujek, polityczny emigrant mieszkajacy w Niemczech przysyla im pieniadze? Za 2 godziny idziemy do nich na kolacje. Szykuje sie niezla uczta:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz