Tempo ekstremalne. 3 glowne miasta w 5 dni. A podobno ostatnia rzecza wskazana w Afganistanie jest pospiech.. Wszystko przez Iranczykow.. Ambasada w Kabulu odeslala nas do polskiej po list rekomendacyjny. Byly pewne obawy o przyjecie przez rodakow. Bardziej spodziewalem sie krzywego spojrzenia za robienie klopotow niz milego przyjecia. Konsul jednak bardzo sympatyczny (wstepnie umowilismy sie nawet na piwko), zalatwil sprawe w jeden dzien, ale nie mial zbyt wielu zludzen w kwestii dostania wizy. Doslownie na dniach Iran nie chcial wpuscic powracajacej z Afganu ciezarowki z darami. Szykuje sie z tego i chyba tez naszego powodu polska interwencja w Teheranie. Hitem wyjazdu mialo byc noworoczne buzkaszi w Mazar.. Nie czekajac az otworza ambasade w niedziele, wczoraj dotarlismy do miasta, kilka godzin po zakonczeniu ostatniego buzkaszi w sezonie... We wtorek wracamy do Kabulu. Dzien pozniej powinno byc wiadomo czy wrocimy przez Iran czy trzeba bedzie kupowac bezposrednie bilety do Europy...
PS. Zdjecia postaram sie wrzucic a Kabulu. Siedze w kawiarence na laptopie, nie ma jednak wejscia USB, nie mowiac o czytnikach kart...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz