Zrobiłem dwa objazdy autobusowe. Pierwsza grupa-idealni turyści, nie często się zdarza żeby chodzili za swoim przewodnikiem niczym zdyscyplinowany oddział wojska:D Zaineresowani krajem, bezproblemowi, zrobili mi nawet miłą niespodziankę ostatniego dnia. Druga-odwrotnie, młodzi, sympatyczni ludzie, ale wyglądali jakby przyjechali do egiptu za kare i kiepsko znosili wysokie temperatury. Pojawiły się też problemy organizacyjne, dwa razy padł aukumulator w kairze - nie był to do końca udany objazd. W tym tygodniu miałem mieć znowu pobyt w betonowej pustynii ale szefowa poszła nam na rękę i dostałem z kolegą Krzysztofem urlop. Pojechaliśmy do Abu Simbel, malutkiej miejscowości pod granicą z Sudanem, znanej z gigantycznych skalnych świątyń Ramzesa II, szukać odpoczynku zdala od cywilizacji. Miasteczko jest praktycznie jedynym zamieszkałym miejscem nad jeziorem Nasera rozciągającym się na długości prawie 500 km na południe od Asuanu. Turyści przyjeżdzaja tylko rannym konwojem na zwiedzanie i wracają po kilku godzinach do Asuanu. Popływaliśmy w jeziorze, niestety zaden krokodyl się nie pojawił, poszliśmy na pokaz światła i dzwięk, przesiadywaliśmy w miejscowych kafeteriach pijąc herbatki i popalając fajki wodne, a wieczorami pracowaliśmy nad zapasem rumu egipskiego:D Miejscowi Nubijczycy potężnie złupili nas na kasie i nawet znajomość arabskiego przez Krzyśka nie pomogła, ale warto było sie pomęczyć!
Niżej kilka zdjęć z objazdu i abu simbel.
4 komentarze:
a to juz nie ma dwoch konwojow do abu simbel? co do krokodylow to trzeba bylo do nich tez po arabsku. Inaczej sie wstydza ;)
facet siedzi w domu, nagle slyszy strzaly w swojej szafie, podchodzi, otwiera, a tam marynarka wojenna :)
wiem ze glupi, ale mnie smieszy :)
cos nic nie piszesz bulgar...
Prześlij komentarz